Brandon Mull

Tłumaczył Rafał Lisowski

Rozdział 1: Dziennik

 

            Kendra Sorenson szybkim ruchem potarła główką zapałki o szorstką draskę na boku prostokątnego pudełka. Osłoniła dłonią płomień i zbliżyła go do osmalonego knota krótkiej świecy. Kiedy zajął się ogniem, strząsnęła zapałkę. W powietrzu zawirowała cienka smużka dymu.

            Siedząc przy biurku w swojej sypialni, dziewczynka przyglądała się resztkom zapałki i rozmyślała o tym, jak prędko płomień strawił drewno. Jedna trzecia była teraz krucha, zwęglona i nie do poznania. Kendra przypomniała sobie zarazę w Baśnioborze, która błyskawicznie przemieniła wielu mieszkańców magicznego lasu z istot światłości w stworzenia mroku. Jej samej wraz z rodziną i przyjaciółmi udało się odwrócić działanie plagi, zanim rezerwat uległ zniszczeniu, ale kosztowało to życie najady Leny.

            Dziewczynka otrząsnęła się z zamyślenia, odłożyła na bok spaloną zapałkę, a potem wsunęła trzy kluczyki do zamkniętego dziennika, otworzyła go i zaczęła pospiesznie kartkować. Została jej już tylko ta jedna umitkowa świeca – Kendra nie chciała zmarnować wyjątkowego światła, które umożliwiało odczytanie słów na kartach księgi.

            Dziennik sekretów przywiozła do domu z Baśnioboru. Niegdyś należał do Pattona Burgessa, dawnego opiekuna rezerwatu, którego niespodziewanie poznała zeszłego lata, kiedy przeniósł się w czasie. Notatki sporządzał w tajnym języku wróżek za pomocą umitkowego wosku, co dodatkowo utrudniało ich odczytanie. Litery pojawiały się tylko w świetle umitkowej świecy, a Kendra potrafiła je rozszyfrować wyłącznie dzięki swej wróżkokrewności.

            Zdolność czytania i mówienia we wróżkowych językach to zaledwie jeden z talentów, które pozyskała, gdy setki ogromnych wróżek obsypały ją pocałunkami. Poza tym widziała w ciemności, a na jej umysł nie działały niektóre magiczne sztuczki, dzięki czemu była odporna na iluzję ukrywającą większość zaczarowanych stworzeń przed ludzkim wzrokiem. Co więcej, wróżki były zobowiązane do wykonywania wszystkich jej poleceń.

            Kendra obejrzała się za siebie i przez moment nasłuchiwała.

            W domu panowała cisza. Ostatnio codziennie po południu jej rodzice uprawiali jogging w centrum rekreacyjnym, licząc, że przed Nowym Rokiem wejdzie im to w krew. Dziewczynka wątpiła, żeby wytrwali w tym postanowieniu dłużej niż kilka tygodni, ale tymczasem mogła w spokoju studiować dziennik.

            Rodzice Kendry byli ślepi na magiczny świat, który odkryła wraz z bratem. Dlatego kiedy nakryli ją na czytaniu przy świecy dziwnego tomu pełnego niezrozumiałych symboli, pomyśleli, że zadała się z jakąś dziwaczną sektą. Nie dali sobie wyjaśnić, że dziennik zawiera tajemnice zapisane przez dawnego opiekuna Baśnioboru. W obawie, że zabiorą jej księgę, Kendra skłamała, że zwróciła ją do biblioteki. Od tej pory czytała tylko wtedy, kiedy była pewna, że przez dłuższy czas nikt jej nie przeszkodzi.

            Ponieważ ze względu na rodziców nie miała zbyt dużo okazji do czytania, a poza tym zapas umitkowych świeczek był ograniczony, nie zdążyła jeszcze przeczytać dziennika od deski do deski, chociaż cały przejrzała. Ton zapisków był jej znajomy – w Baśnioborze zapoznała się już z wieloma notatkami z mniej tajnych pamiętników Pattona. Wertując Dziennik sekretów, znalazła dokładny opis przemiany Efiry w upiorną zjawę, w którym autor nie omijał nawet najbardziej ponurych szczegółów.

            Pisał również o swoich najgłębszych obawach związanych z Leną. Kendra dowiedziała się także o istnieniu przejścia do groty pod starą rezydencją, o najrozmaitszych kryjówkach z bronią i kosztownościami rozmieszczonych w różnych punktach Baśnioboru oraz o sadzawce pod niewielkim wodospadem, gdzie nieustraszony poszukiwacz skarbów może złapać leprechauna. Natrafiła jeszcze na informacje dotyczące tajnej komnaty na końcu Korytarza Lęku w baśnioborskim lochu, łącznie z hasłami i procedurami niezbędnymi, żeby tam wejść.

            Czytała o zagranicznych wyprawach Pattona do Indii, na Syberię i Madagaskar. Chłonęła wiadomości o innych rezerwatach w przeróżnych zakątkach świata. Poznawała teorie o potencjalnych złoczyńcach i zagrożeniach, w tym o wielu spiskach Stowarzyszenia Gwiazdy Wieczornej.

            Tego dnia, gdy umitkowa świeca już się wypalała, otworzyła dziennik na swoim ulubionym fragmencie i zaczęła czytać znajome pismo Pattona:

            Wróciwszy zaledwie kilka godzin temu z osobliwej wyprawy, nie jestem zdolny powstrzymać się od przelania myśli na papier. Do tej pory rzadko myślałem o adresacie poufnych wiadomości zawartych w tym tomie. Ilekroć rozważałem tę kwestię, uznawałem, że sporządzam notatki dla siebie. Teraz jednak wiem, że moje słowa dotrą do określonej osoby – do Kendry Sorenson.

            Kendro, ta świadomość zarazem ekscytuje mnie i niepokoi. Przed Tobą wielkie wyzwania. Moja wiedza może Ci pomóc. Niestety, częstokroć te same informacje pchną Cię ku niewyobrażalnym zagrożeniom.

            W duchu toczę zażarte dysputy, usiłując ustalić, co zapewni Ci przewagę nad wrogami, a co jedynie pogorszy Twoją sytuację. To, co wiem, może nieraz wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Twoi wrogowie w szeregach Stowarzyszenia Gwiazdy Wieczornej nie cofną się przed niczym, żeby zdobyć pięć artefaktów, które wspólnie użyte otworzą Zzyzx, wielkie więzienie demonów. Kiedy Cię opuszczałem, wiedzieliśmy, że w ich ręce wpadł tylko jeden, a Twój utalentowany dziadek zatrzymał drugi. Dysponuję informacjami na temat dwóch kolejnych, a Ty przy odrobinie wysiłku zapewne mogłabyś odkryć jeszcze więcej. Waham się jednak przed ujawnieniem swojej wiedzy. Jeśli Ty albo ktoś inny spróbujecie zdobyć lub ochronić te artefakty, być może niechcący zaprowadzicie naszych wrogów wprost do nich. Lub też podczas próby ich odzyskania spotka Was krzywda. Z kolei jeżeli Sfinks wytrwale poszukuje artefaktów, jestem skłonny sądzić, że w końcu je znajdzie. Aby do tego nie dopuścić, w pewnych okolicznościach moja wiedza będzie Wam potrzebna.

            Dlatego też, Kendro, postanowiłem zaufać Twojej ocenie. Nie zamieszczę konkretów w dzienniku, któż bowiem – nawet prawy – odmówiłby sobie skorzystania z tak dogodnego dostępu? W tajemnej komnacie na końcu Korytarza Lęku schowam natomiast dalsze wskazówki dotyczące miejsca ukrycia dwóch artefaktów. Szukaj tych informacji, tylko jeśli uznasz to za nieodzowne. W innym przypadku nikomu nie wspominaj nawet o ich istnieniu. Bądź dyskretna, cierpliwa i odważna. Mam nadzieję, że nie sięgniesz po tę wiedzę do końca życia. W przeciwnym razie w niniejszym dzienniku znajdziesz szczegóły dotyczące tajemnej komnaty. Udaj się tam, a potem za pomocą lustra odczytaj wiadomość na suficie.

            Kendro, żałuję, że nie mogę osobiście służyć Ci pomocą. Twoi bliscy są silni i zdolni. Zaufaj odpowiednim osobom i podejmuj mądre decyzje. No i trzymaj w ryzach swojego brata.     

            Cieszę się, że mam tak wspaniałą krewną.

            Kendra postukała palcami w biurko i zdmuchnęła świeczkę. Zostało jeszcze dość wosku, aby ponownie ją zapalić, ale ogień nie utrzyma się już długo. Pewnie w Baśnioborze dziadek miał teraz więcej umitkowych świeczek, ale ze zdobyciem ich byłby duży kłopot. Dziewczynka odchyliła się na krześle, skubiąc dolną wargę. Z powodu natłoku zajęć w szkole i wolontariatu w świetlicy brakowało jej czasu, żeby dokładnie przemyśleć tę sprawę.

            Jak dotąd nikomu nie powiedziała o wiadomości od Pattona.

            Zawierzył jej osądowi, więc nie było jej spieszno, by zawieść jego zaufanie. Miał rację – gdy tylko informacja o położeniu artefaktów wyjdzie na jaw, ktoś będzie chciał je zdobyć. Nie pomylił się również co do tego, że Sfinks wypatrywał szansy wykorzystania każdej takiej próby. O ile wiedza o ukrytych artefaktach nie okaże się niezbędna, Kendra postanowiła po nią nie sięgać.

            Przez całą jesień pozostawała w kontakcie z dziadkami. Przez telefon nie rozmawiali otwarcie o sekretach, ale znaleźli sposób, żeby przekazywać sobie niezbędne informacje bez wdawania się w szczegóły. Odkąd potwierdziło się, że Sfinks jest przywódcą Stowarzyszenia Gwiazdy Wieczornej, pozornie ustała aktywność tej grupy. Wszyscy jednak wiedzieli, że Sfinks gdzieś się czai, patrzy i knuje, wyczekując sprzyjającego momentu do ataku.

            Kendry i Setha stale pilnowało dwóch członków zgromadzenia Rycerzy Świtu. W razie potrzeby przemycali wiadomości.

            Jak dotąd nie wydarzyło się nic niepokojącego. Chociaż osoby wyznaczone do obserwacji rodzeństwa ciągle się zmieniały, zawsze co najmniej jednym z opiekunów był sprawdzony przyjaciel, taki jak Warren, Tanu lub Coulter. Przez ostatnie cztery dni pilnował ich Warren w towarzystwie ponoć godnej zaufania dziewczyny o imieniu Elise.

            Kendra westchnęła. Po tych wszystkich oszustwach, z jakimi miała do czynienia przez ostatnie lata, nie była pewna, czy kiedykolwiek jeszcze komuś całkowicie zawierzy. Może to również dlatego zachowała dla siebie wiadomość od Pattona.

            Za jej plecami coś cicho zaszeleściło. Odwróciwszy się, zobaczyła złożoną kartkę, którą ktoś wsunął pod drzwiami. Podniosła papier, rozłożyła, a następnie przejrzała listę wydrukowaną na komputerze. Im dłużej czytała, tym bardziej mrużyła oczy. Wymaszerowała z pokoju, przemierzyła korytarz i zatrzymała się przed otwartymi drzwiami do pokoju Setha.

            – Naprawdę liczysz na to, że na Gwiazdkę dostaniesz lotnię? – zapytała młodszego brata.

            Chłopiec podniósł wzrok znad biurka, gdzie ozdabiał jaszczurkami pracę domową z matematyki.

            – Jeśli nie poproszę, to na pewno nie.

            Kendra wskazała kartkę z listą.

            – Kto jeszcze to dostał?

            – Oczywiście mama i tata. Poza tym puściłem ją mailem do wszystkich krewnych, nawet tych dalszych, których odnalazłem w internecie. No i na wszelki wypadek jeden egzemplarz wysłałem pocztą do Świętego Mikołaja. Kendra weszła do pokoju i stanęła obok brata. Pomachała kartką w jego kierunku.

            – Nigdy dotąd nie prosiłeś o tak idiotyczne rzeczy. Zestaw kijów golfowych na zamówienie? Jacuzzi? Motocykl?

            Seth wyrwał jej listę z ręki.

            – Wymieniasz najdroższe prezenty. Jeżeli nie stać cię na fotel masujący, to możesz mi przynajmniej dać latawiec, grę komputerową albo film. Na mojej liście są pomysły na każdą kieszeń.

            Kendra skrzyżowała ręce na piersiach.

            – Coś knujesz.

            Seth patrzył na nią szeroko otwartymi oczami z lekko oburzoną miną, jaką zazwyczaj przybierał, kiedy coś ukrywał.

            – Ograniczanie liczby prezentów to jedno. Ale żeby nie pozwalać mi nawet o nie prosić? Kto ty jesteś? Grinch?

            – Zwykle zachowywałeś się rozsądnie: wymieniałeś tylko parę rzeczy, na których naprawdę ci zależało. I to prawie zawsze działa. Nigdy nie domagałeś się czegoś droższego niż rower albo konsola do gier. Twoja lista życzeń była realistyczna. Skąd ta zmiana?

            – Pani profesor za dużo myśli – westchnął Seth, oddając siostrze kartkę. – Po prostu uznałem, że nie zaszkodzi, jeżeli w tym roku będę celował nieco wyżej.

            – Po co wysłałeś listę do krewnych tak dalekich, że nawet cię nie znają?

            – Może któryś z nich jest samotnym milionerem? Kto wie?

            Coś mi mówi, że to będzie mój szczęśliwy rok.

            Kendra przyjrzała się bratu. Od wakacji nie wyglądał już jak dziecko. Szybko rósł, miał długie ręce i tyczkowate nogi, twarz stała się bardziej pociągła i podbródek wyraźniej się zarysował.

            Jesienią brakowało im czasu dla siebie. Seth miał swoich kolegów, a Kendra aklimatyzowała się w liceum. Teraz do przerwy świątecznej zostało już tylko parę dni.

            – Nie zrób nic głupiego – ostrzegła dziewczynka.

            – Dzięki za błyskotliwą poradę – odparł Seth. – Mogę cię zacytować w moim pamiętniku?

            – Prowadzisz dziennik?

            – Będę musiał zacząć, jeśli nie przestaniesz mnie zarzucać takimi perłami mądrości.

            – Mam doskonały pomysł na pierwszy wpis – stwierdziła Kendra, piorunując brata wzrokiem. – „Drogi pamiętniku, dziś kupiłem sobie wypasione prezenty świąteczne za złoto, które ukradłem z Baśnioboru. Udawałem, że to podarunki od bogatych krewnych, ale nikt nie dał się nabrać, więc Rycerze Świtu zamknęli mnie w brudnym lochu”.

            Seth bezgłośnie otwierał i zamykał usta, rozpoczynając kolejne potencjalne riposty, a potem natychmiast z nich rezygnując.

            W końcu odchrząknął i wybąkał:

            – Nie potrafisz tego udowodnić.

            – W jaki sposób przemyciłeś złoto?! – zawołała Kendra. – Myślałam, że dziadek skonfiskował skarb, który razem z satyrami ukradliście nypsikom.

            – Nie wierzę własnym uszom – nie ustępował Seth. – Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

            – Na pewno wykorzystałeś kilka różnych kryjówek, a dziadek nie wszystkie odnalazł. Ale jak wymieniasz złoto i klejnoty na pieniądze? W lombardzie?

            – To nonsens – upierał się chłopiec. – Najwyraźniej to ty masz przestępcze myśli.

            – Teraz się pilnujesz, ale przed minutą cię przejrzałam. To złoto nie należało do Nowela i Dorena, nie mieli prawa ci go dać! Jak po tym wszystkim, co się stało latem, mogłeś wyjść z domu ze skradzionym złotem w kieszeniach? Nie masz wstydu?

            Seth westchnął zrezygnowany.

            – Dziadkowie i tak nie robili z niego użytku.

            – Oczywiście, bo są opiekunami Baśnioboru. Chronią stworzenia i przedmioty, które się tam kryją. Równie dobrze mógłbyś okraść muzeum.

            – Tak jak ty, kiedy wzięłaś sobie laskę deszczu z Zaginionej Góry? A Warren zatrzymał miecz, który tam znalazł?

            Kendra się zarumieniła.

            – Z formalnego punktu widzenia Malowana Góra nie jest częścią rezerwatu Zaginionej Góry. Poza tym ja nie opyliłam laski, żeby sobie kupić ślizgacz! A Warren nie wymienił miecza na skuter śnieżny! Zatrzymaliśmy te przedmioty po to, żeby je chronić, a nie sprzedać za ułamek ich wartości!

            – Wyluzuj, wciąż mam całe złoto.

            – Może powinieneś mi je oddać na przechowanie.

            – Nic z tego – parsknął Seth. Obrzucił siostrę nieprzyjaznym spojrzeniem. – Ale oddam skarb dziadkowi przy następnej wizycie.

            Kendra się odprężyła.

            – To mogę zaakceptować.

            – Nie mam wyboru, skoro żyję pod jednym dachem z największą pleciugą świata. A gdybym cię przekupił? Wtedy się zamkniesz? Kupiłbym ci superowskie prezenty.

            – Nie interesuje mnie lotnia.

            – To może być cokolwiek – zasugerował Seth. – Ciuchy, biżuteria, kucyk. Dowolne dziewczyńskie bzdety!

            – W tym roku życzę sobie przede wszystkim tego, żeby mój młodszy brat stał się odrobinę uczciwszy, bo wtedy nie musiałabym go niańczyć.

            – Za część tego złota byłoby mnie stać na wynajęcie zbirów, którzy cię porwą i wypuszczą dopiero po świętach – zamyślił się chłopiec.

            – Powodzenia.

            Kendra zmięła listę, po czym rzuciła ją w stronę kosza przy biurku. Nierówna kulka papieru odbiła się od krawędzi i wylądowała na podłodze.

            Seth pochylił się na krześle, podniósł zgnieciony papier i wrzucił go do śmieci.

            – Niezła celność – skomentował.

            – Niezła lista.

            Kendra wyszła na korytarz i wróciła do swojego pokoju.

            Wciąż unosiła się tam woń dymu, więc otworzyła okno, by wpuścić chłodne powietrze. Pomachała rękami, starając się rozwiać swąd, potem zamknęła okno i położyła się na łóżku.

            Nawet z dala od Baśnioboru, we własnym domu, pod stałą obserwacją niewidocznych opiekunów, Seth potrafił sprawiać kłopoty! Czasami miała ochotę podzielić się z bratem treścią wiadomości od Pattona. Obecnie tylko z nim mogła rozmawiać o takich sprawach. Nie śmiała jednak udostępnić mu informacji z Dziennika sekretów, gdyż była przekonana, że Seth znajdzie sposób, aby niewłaściwie wykorzystać tę wiedzę.

            Jej dyskrecja w kwestii dziennika doprowadziła do spięć między rodzeństwem. Kiedy dyskutowali na ten temat, chłopiec poznawał po ogólnikowych odpowiedziach siostry, że coś przed nim ukrywa. Ponieważ sam nie potrafił odczytać tajemnego pisma, a ona nie chciała podzielić się z nim wiedzą, był bezsilny.

            Kendra przewróciła się na brzuch, wsunęła dłoń pod materac i wyciągnęła stamtąd pięć kopert spiętych gumką. Nie musiała czytać listów od Gavina – wszystkie znała na pamięć. Lubiła jednak trzymać je w ręku.

            Obiecał, że spróbuje przyjechać jako jeden z ich opiekunów, lecz do tej pory się nie pojawił. Jako poskramiacz smoków dysponował niezwykłymi zdolnościami, które niedawno okazały się potrzebne w odległych częściach świata. Przynajmniej wysyłał listy, które dostarczali Kendrze opiekunowie. W szczegółach opisywał kontakty ze smokami. Wycinał guzy skórne z oślizgłego ciała długiego, smukłego gada. Badał rzadki okaz smoczycy, która żyje w morzu i dezorientuje zdobycz, wypuszczając gęste chmury atramentu. Uratował zespół ekspertów od magicznych roślin przed małym, lecz groźnym smokiem potrafiącym pleść sieci jak pająk.

            Chociaż opowieści o gadach były ciekawe, Kendra musiała przyznać, że najbardziej lubiła te fragmenty listów, w których Gavin pisał, że za nią tęskni lub że nie może się doczekać, gdy znów ją zobaczy. W swych odpowiedziach dawała mu do zrozumienia, że i ona bardzo na to czeka, a jednocześnie miała nadzieję, że nie uzna jej za zbyt nachalną. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie Gavina. Czyżby w jej wspomnieniach robił się coraz przystojniejszy?

            Zadowolona, że przez chwilę mogła potrzymać listy, wsunęła je z powrotem pod materac. Robiła, co mogła, żeby Seth nie zauważył tej korespondencji. I tak uwielbiał dokuczać siostrze, że zadurzyła się w Gavinie. Tylko tego brakowało, żeby znalazł dowody, które w gruncie rzeczy potwierdzały jego domysły!

            Na dole rozległ się warkot otwieranych wrót garażu. Wrócili rodzice. Kendra zeskoczyła z łóżka, złapała z biurka dziennik oraz świecę, schowała je na górnej półce w szafie, a potem zasłoniła złożonymi swetrami. Rozpięła plecak, po czym położyła na blacie zeszyt i podręczniki, choć już dawno odrobiła lekcje.

            Głęboko odetchnęła. Musiała wytrzymać jeszcze tylko dwa dni szkoły, a później zacznie się przerwa świąteczna. Wtedy się odpręży i pomyśli o dręczących ją problemach. Wyszła z pokoju i ruszyła w stronę schodów, starając się przybrać odpowiednio beztroską minę na powitanie rodziców.